Dają obietnicę gładkiej, nawilżonej i napiętej skóry – takiej, jaką mają Azjatki. Koreańskie kosmetyki – bo o nich mowa – ponownie przeżywają na polskim rynku boom. Z czego wynika ich dzisiejsza popularność? Czy faktycznie różnią się od produktów polskich, amerykańskich czy pochodzących z innych krajów? Poznaj mój punkt widzenia.
Koreańskie kosmetyki do twarzy nie są na polskim rynku niczym nowym – zaczęły robić się popularne kilka lat temu. Ale tak naprawdę można było je kupić jeszcze wcześniej – ja sama używam ich w moim gabinecie od 17 lat! Teraz natomiast obserwuję prawdziwy wysyp koreańskich marek dostępnych w polskich sklepach i oczywiście influencerów, którzy zachwalają rozmaite azjatyckie produkty do pielęgnacji.
Dowiedz się więcej: Koreańska pielęgnacja – na czym polega i czy działa?
Koreańskie kosmetyki – fenomen czy marketing?
Koreańskie kosmetyki pojawiły się niedawno w ofercie wielu polskich drogerii i sklepów internetowych. Poszerzenie oferty w ten sposób to oczywisty krok firm, które zauważyły, że wzrasta popularność tego typu produktów. Warto jednak zastanowić się, w czym tkwi fenomen koreańskiej pielęgnacji?
Podpowiem: nie w konkretnych produktach, ale w rytuale, który Koreanki przeprowadzają codziennie. Pielęgnują swoją twarz spokojnie, etapami, bez pośpiechu. To od nich wziął się koncept wieloetapowej pielęgnacji, w której na twarz nakłada się produkty w ściśle określonej kolejności.
Sama koreańska pielęgnacja, która według producentów przedstawiana jest jako coś genialnego, lepszego dla cery niż produkty polskich czy zachodnich firm, może być tak samo skuteczna, jak i nieskuteczna. Wśród koreańskich produktów również znajdują się kosmetyki z nieciekawym składem – szczególnie, jeśli mowa o preparatach komercyjnych, dostępnych w drogeriach. Jeśli chodzi o koreańskie kosmetyki, jedynym „ogólnodostępnym” produktem, który uważam za warty uwagi jest krem BB marki Missha. Reszta jest nieskuteczna – z wyjątkiem preparatów gabinetowych.
Z czego wynika popularność koreańskich kosmetyków?
Rynek beauty jest podatny na trendy – co rusz pojawiają się na nim jakieś must-have’y czy nowości, które mają zrewolucjonizować pielęgnację. Z koreańskimi kosmetykami jest podobnie – zbudowana wokół nich narracja sprawia, że potencjalni klienci zaczynają się nimi interesować. Moim zdaniem, na obecną popularność kosmetyków azjatyckich wpływa kilka czynników:
- dobry marketing – w mediach społecznościowych reklamy koreańskich kosmetyków są na porządku dziennym; marki wysyłają je influencerom w paczkach PR-owych, a nagrane przez nich filmy stają viralami i trafiają do szerokiego grona odbiorców; co więcej – w przekazie od firm podkreśla się wyjątkowość i naturalność składników koreańskich produktów, np. wąkroty azjatyckiej czy śluzu ślimaka – podkreślę jednak, że to nie są składniki zarezerwowane dla koreańskiej pielęgnacji, ale często spotykane także w produktach innych firm,
- większa dostępność – komercyjne koreańskie produkty są dzisiaj łatwo dostępne; nie trzeba ich zamawiać z Korei, ale można kupić w stacjonarnych popularnych drogeriach czy zamówić z polskich sklepów internetowych,
- przyzwoite ceny – komercyjne kosmetyki koreańskie miewają naprawdę niewysokie ceny, co oczywiście poszerza grupę docelową, która może sobie na nie pozwolić; jeśli jednak chodzi o ceny, moja opinia jest niezmienna od lat: najczęściej to, co jest tanie, jest mało skuteczne.
Koreańskie kosmetyki do twarzy – tak czy nie? Moja odpowiedź jest jedna: nie należy dobierać produktów do pielęgnacji, sugerując się trendami czy też pochodzeniem produktu. Przez lata pracy z klientami nauczyłam się ostrożnie podchodzić do trendów i przede wszystkim stawiać na jakość – a świetne preparaty można znaleźć w dobrych markach skandynawskich, amerykańskich, polskich i innych.

