Posprzątać szafkę z dokumentami, przeorganizować szafę, zapisać na siłownię i wyczyścić lodówkę, czyli co musisz zrobić do końca 2025 – ostatnio w mediach społecznościowych zobaczyłam wysyp postów tego typu. Listy rzeczy do zrobienia przed końcem roku mają kilkanaście albo kilkadziesiąt pozycji, a ich celem ma być… stanie się „najlepszą wersją siebie”.
Postanowienia noworoczne jeszcze rozumiem – nowy rok to jakaś taka umowna granica, która dla niektórych osób jest motywacją do wprowadzenia zmian w życiu. Ale czy naprawdę trzeba obarczać się listą spraw do zrobienia już grudniu? I co właściwie oznacza bycie najlepszą wersją siebie? Poznaj moją perspektywę.
Dowiedz się więcej: Psychoterapia – ważna dla duszy i ciała
Czy naprawdę musisz być najlepszą wersją siebie?
Wiemy już, że porównywanie się z innymi najczęściej robi psychice dużo złego. A co z porównywaniem się z samą sobą? Jakiś czas temu w sieci narodził się trend bycia „najlepszą wersją siebie”, który zakłada, że nie porównujesz się z koleżanką czy dziewczyną z internetu, ale starasz pracować nad sobą.
Teoretycznie ma to być zdrowa i dobra alternatywa – pozostajesz sobą i wzmacniasz swoje mocne strony albo zmieniasz to, z czego nie jesteś zadowolona. No, ale okazało się, że pod tym płaszczykiem trendu o samoakceptacji i zdrowym rozwoju, kryje się nacisk na to, aby dążyć do ideału. Dlaczego? A no dlatego, że z postów internetowych specjalistów wynika, że kobieta, która jest najlepszą wersją siebie, musi:
- regularnie ćwiczyć i dążyć do pięknego, wysportowanego ciała (o ile ruch uważam za konieczny dla zdrowia, o tyle dążenie do idealnej sylwetki to presja, która sprawia, że wiele kobiet zaczyna patrzeć na swoje ciało z niechęcią);
- zdrowo się odżywiać – gotować pomysłowe, smaczne, sezonowe dania, które ze smakiem zajadają wszyscy członkowie rodziny (zdrowe odżywianie jest bardzo ważne dla organizmu, ale naprawdę nic się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas zagrzejesz dzieciom czy sobie gotową zupę albo pizzę);
- dbać o swoją urodę – wybielać zęby, mieć gładką cerę, jędrną skórę i piękne włosy,
- mieć swój styl i zawsze dobrze się prezentować;
- realizować się zawodowo, a do tego być obecną mamą, która chętnie robi z dziećmi kreatywne zadania (i stroni od bajek!);
- mieć pięknie urządzony dom, w którym panuje ład;
- prowadzić życie towarzyskie – wychodzić z mężem na randki, wyskakiwać na weekendy z przyjaciółkami;
- mieć pasję – ceramika, joga, robienie na szydełku, literatura piękna, psychologia…
Przyznasz, że całkiem sporo jak na jedną osobę? I żebyś nie zrozumiała mnie źle – nie mówię, że praca nad sobą jest niepotrzebna. Wręcz przeciwnie! Ale media społecznościowe znowu próbują wskazać kobietom jakiś model, na którym powinny się wzorować. I ja się z tym nie zgadzam – bo bycie najlepszą wersją siebie nie oznacza dążenia do ideału. A już na pewno nie jest tożsame z idealnie wysprzątanym domem i porządkiem w każdej szufladzie.
Presja na bycie najlepszą wersją siebie? Nie, dziękuję
Z każdej strony jesteśmy obarczone presją – pisząc „my”, mam na myśli kobiety, bo chyba wobec nikogo nie ma tak wysokich wymagań jak wobec kobiet. Prawie każdy nasz wybór podlega ocenie – dzieci albo ich brak, kariera albo „siedzenie” z maluchami w domu, a nawet błahostki takie jak kolor włosów czy styl. Wciąż mogłabyś robić coś lepiej, efektywniej, sensowniej. Słyszysz to z mediów społecznościowych, być może od koleżanek z pracy, teściowej, a czasem nawet od zupełnie obcych ludzi na ulicy (która mama nie usłyszała kiedyś od przypadkowego człowieka, że jej dziecko powinno mieć czapeczkę!).
Dlatego uważam, że presja związana z robieniem jakiejś listy spraw do załatwienia przed końcem roku to kompletne nieporozumienie. A co, jak z czymś nie zdążysz? Będziesz rozczarowana i zawiedziona sama sobą, będzie Ci przykro, być może nawet uznasz się za beznadziejną żonę, mamę, organizatorkę i gospodynię domowego ogniska. Dlatego odpuść – „idealnie” zorganizowany dom i porządek w szufladach nie są warte psychicznej udręki. No i nie świadczą o Tobie – bałagan w garderobie oznacza bałagan w garderobie, a nie to, że jesteś źle zorganizowana.
Niech grudzień będzie magiczny – listy zadań zostaw na inny czas
Grudzień umyka błyskawicznie – ledwie się zacznie, a już go nie ma. W przedświątecznym czasie zwykle staramy się zmieścić mnóstwo rzeczy: firmowy „śledzik”, zorganizowanie prezentów, sprzątanie domu, przygotowanie Wigilii i wiele innych.
Moja propozycja jest taka – zamiast wrzucać w ten i tak napięty harmonogram kolejne zadania, celebruj grudzień. Ogarniaj sobie przedświątecznie dom we własnym tempie, wyjdź na spacer, na zimową kawę czy herbatę, zabierz dzieciaki albo partnera na świąteczny jarmark. A może zrób coś miłego dla siebie – zamiast segregować dokumenty, umów się na masaż. Jeśli dotychczas grudzień kojarzył Ci się z pędem, bieganiną i stresem, może ten rok jest idealny, aby to odczarować? Niech przedświąteczny czas oznacza tym razem bliskość, rodzinne ciepło, odpoczynek.
I jeszcze jedno – jest zima. To czas, kiedy natura odpoczywa i nabiera sił na kolejną wiosnę. Zgodnie z naturalnym cyklem życia rośliny zamierają, a wiele zwierząt zapada w zimowy sen czy w hibernację. Niech inspiruje Cię natura, a nie influencerki z Instagrama, które próbują być efektywne w każdej dziedzinie życia. Zimą odpoczywaj i nabieraj sił – jeszcze będzie czas na bycie produktywną.
A jeśli chcesz załatwić jakieś sprawy przed końcem roku, to może warto wyjaśnić nieporozumienia w zespole firmowym czy spróbować dogadać się z mamą / siostrą? Moim zdaniem to są naprawdę ważne sprawy – naprawienie relacji międzyludzkich, które się popsuły czy rozeszły, a na których Ci zależy. Lodówka, garderoba, teczki z dokumentami mogą poczekać – to naprawdę nie jest życiowy priorytet.

